Przygoda
Pamiętam moje pierwsze przygodny z zakładami bukmacherskimi. Było to wtedy, gdy Kubica jeszcze nie jeździł w formule jeden, a polska liga nie sprawiała takich niespodzianek. Zaczęło się w latach szkolnych i niczym z uporem maniaka odwiedzaliśmy bukmacherów w oddalonym o kilkanaście kilometrów mieście. Potrzeba finansowa była wspaniałym argumentem przemawiającym za graniem u bukmacherów. Łamiąc reguły gry (byliśmy niepełnoletni) wspólnie typowaliśmy mecze z kilkoma kumplami z klasy. Nie zawsze udawało się wygrywać, ale wystarczało na podstawowe potrzeby nastolatka. Bez wątpienia jest możliwość wygrywania w zakładach, czego my byliśmy dobrym przykładem wciągając w to kolejnych znajomych. Po upływie kilku lat spotkałem się ze znajomym ze szkolnej ławy. Ja już od dłuższego czasu zaprzestałem grać, a jego kupony opiewają na zaskakujące kwoty sięgające tysięcy złotych. Od beztroskiej zabawy do maniakalnej gry dzielił nas tylko jeden krok. Czy można mówić o uzależnieniu i niebezpieczeństwie? Raczej nie, koledze powodzi się świetnie, a ja zająłem się inna dziedziną życia.
Zakłady bukmacherskie .